Budujemy nowy dom

dzikajablon497 copy

Zabrzmiało poważnie, ale nie chodzi oczywiście o hawirę czy hacjendę, tylko zwykły letni domek. Poproszę daczę. Dom na jeden sezon i to najlepiej w porze suchej. Niech zamieszka w nim wiatr, niebo, liście i owoce, np. pękate kiście winogron… Niech znajdzie się w nim czas i miejsce na spokojną poobiednią kawę czy herbatę z przyjaciółmi…

Ogród pełen wrażeń, pełen inspiracji. Tym razem obowiązuje naprawdę minimum: chusty, szale, sznurki, żabki do bielizny. I zaczynamy tradycyjnie od wygrodzenia przestrzeni. Dzieci lubią mieć sprawę terytorium postawioną jasno – moje znaczy moje! Budowanie zaś to jedna z podstawowych potrzeb każdego człowieka. Milo mówi, że szkoda czasu na gadanie. Robota pali się w rękach… Jest zwiewnie, tajemniczo i bardzo owocowo 🙂 Odpoczynek w tej rajskiej przestrzeni oferuje cały bukiet smaków lata na wyciągnięcie ręki. Namiętnie próbujemy tę intensywność zapamiętać, unieść na powierzchni skóry, zamknąć pod powiekami… Niech ciepło i światło mieszka w nas przez cały rok!

dzikajablon498

dzikajablon498b

dzikajablon499

dzikajablon499b

dzikajablon499c

dzikajablon499d

dzikajablon499e

dzikajablon500 copy

dzikajablon500b

Domy i gniazda

dzikajablon241

Wygląda na zapomniane meble w opuszczonym na dłużej mieszkaniu? Fałszywy trop 🙂 Nie, nie wyprowadzamy się, ani nie szykujemy do remontu. Milo postawiła namiot, po prostu. Zastanawialiście się dlaczego dzieci tak kochają domki, namioty i kryjówki? Bo że kobiety w siódmym miesiącu ciąży dopada syndrom wicia gniazda, to ogólnie zrozumiałe. Ale kilkulatki? Wygląda na to, że spotykają się w tej zabawie dwie potrzeby: własnej przestrzeni oraz budowania. Maluchy uwielbiają tworzyć i urządzać miejsce tylko dla siebie, z dala od spraw dorosłych. Meblować po swojemu. Tak jak chcą, a nie jak ktoś radzi, nawet jeśli z najlepszymi intencjami. Rządzić kawałkiem własnego królestwa. Pracować i widzieć efekty swojej pracy (dorosły też lubi poczucie sprawczości, prawda?). Czarować…

Pamiętam namioty robione z pomocą babci i domki w ogrodzie. Najprostszymi środkami, gdy wystarczał stary koc, krzesło, deska i kawałek ogrodzenia. Do dziś mam przed oczami panterkowy wzór z sufitu-koca nad głową i misterne sploty listków wyściełających podłogę-ziemię. Niesamowite, że skonstruowanie nawet jednej ściany i zadaszenia dawało już poczucie, że ma się dom. Status przestrzeni wyjątkowej. Niczym rezultat magicznych, intuicyjnych obrzędów. Zawsze tych samych, niezbędnych pomimo nużącej powtarzalności. Tak cudownych i wzruszających jak myślenie dziecka, że jak zamknę oczy, to mnie nie zobaczysz…

Najlepsze jest to, że dzieci mogą tak wiele wyczarować, mając do dyspozycji tak niewiele 🙂 Milo ogłosiła budowę domu. Zarządała namiotu, tunelu (akurat gotowce w naszym domu, ale całkiem porządny tunel da się zrobić z kartonowych pudeł albo przy pomocy krzesła) i płachty na budowę dachu. Gdy etap konstrukcyjny został oficjalnie zakończony, dziecko zabrało się za wicie gniazda. Nie wiem jak córka to zrobiła, ale – obserwowałam ukradkiem, kątem oka, z niedowierzaniem – zniosła i zmieściła TAM pół swojego pokoju (bo zapomniałam wspomnieć o takim drobiazgu: piknik pod wiszącą skałą nie odbywał się rzecz jasna w pokoju Milo, ale na samym środku dużego pokoju, na głównej trasie przelotowej) !!! Niczym kwoka, sroka i sójka w jednym wylatywała, by za chwilę podrzucić do gniazda kolejne skarby. Dwie szuflady ubrań, zabawki, koce, pościel, najwierniejsze przytulanki, książkowe hity ostatnich wieczorów… Potem zniknęła.

dzikajablon236

dzikajablon237

dzikajablon238

dzikajablon240

A gdy cudowny dźwięk ciszy już podejrzanie długo wibrował w powietrzu, zajrzałam do środka. Bez pukania. Dziecko spało. No tak, po stworzeniu świata też trzeba trochę odpocząć 🙂

dzikajablon239