Trzy wazony

dzikajablon62

Na fali przygotowań do przedszkolnego przedstawienia z okazji połączonego Dnia Matki i Dnia Ojca trafiły mi się dziś niespodzianki – Milo przygotowała trzy wazony pełne kwiatów i ozdobiła nimi pokój. Prawdziwie wiosenno-letni prezent 🙂 Prosty zestaw podręczny: papier, nożyczki z ząbkami i bez, taśma klejąca, wstążka do kwiatów, mazaki. Emocje Milo wielkie i widok bezcenny, gdy z językiem na brodzie wycinała papier…

dzikajablon64

dzikajablon63

Buszująca w biurku

dzikajablon59

Dane są: monety, kolczyki, baterie, długopisy, mazaki, fragmenty pendrive’a i aparatu fotograficznego. Cokolwiek na biurku lub w biurku. Oczywiście nie namawiam do pozostawiania młodszych dzieci bez rodzicielskiej opieki nawet na chwilę przy biurku (ze względu na różne drobne elementy, które mogą się pojawić w przestrzeni pracy), ale Milo – jako trzyipółlatka – ma już opanowaną kwestię nie pakowania drobiazgów do buzi. Pod tym względem mogę być spokojna. Co mnie zaciekawiło tym razem, to działanie przypadku – dosłownie wszystko, co się znalazło pod ręką, posłużyło do zabawy. Dzieci uwielbiają miejsca pracy dorosłych 🙂

dzikajablon60

Biurko – jako wyjątkowa przestrzeń do eksplorowania w ogóle – przywołuje we mnie dziecięcą fascynację głębokimi szufladami w starym biurku taty, które uwielbiałam zgłębiać bez końca. Za każdym razem to była przygoda. Niekończąca się opowieść. Święty czas, kiedy świat przestawał dla mnie istnieć. Spośród papierów, notesów, długopisów, słowników, starych talii kart z wytartymi twarzami królów i dam, popielniczek, pudełek z pieczątkami, gąbek nasiąkniętych tuszem… najbardziej przyciągały moją uwagę ołówki ciasno ułożone w wąskich pudełkach. Zalegały w szufladach w obłędnych ilościach. Było dla mnie oczywiste, że spały, czekały na mnie i ożywiały się dopiero w moich małych dłoniach. Na każdym ołówku dziwne kody z cyframi i literami H czy B. Jednak najbardziej tajemnicze było słowo KOH-I-NOOR (być może najbardziej tajemnicze słowo mojego dzieciństwa). Do dziś mam z nim pełne emocji skojarzenia 🙂

dzikajablon61

Folia euforia

dzikajablon55

Pozostałe z projektu miejskiego kolorowe rulony folii samoprzylepnej ujrzały znów światło dzienne. Istna euforia. W międzyczasie wyklejamy ściany tekturowego domku, o którym wkrótce. Szczególnym powodzeniem cieszyła się folia transparentna – wycięte przez Milo kształty powędrowały na okno, i abstrakcyjne kompozycje i małe koty zrobione specjalnym dziurkaczem. Szyby zaświeciły kolorami, a do wieczora słyszałam już tylko tęskne pytanie: „Mamo, kiedy będzie blask?” Czekałyśmy na słońce i barwne ślady na podłodze…

dzikajablon56

dzikajablon58

dzikajablon57

Nadchodzą warsztaty

dzikajablon50

Już niedługo podwójna oferta: informacje o nadchodzących warsztatach dla przedszkolaków oraz warsztatach dla rodziców szukających inspiracji i pomysłów na domowe zajęcia twórcze. Zaglądajcie na bloga i stronę Dzikiej Jabłoni, wypatrujcie ulotek w klubokawiarniach dla rodziców z dziećmi i… szykujcie się na czerwiec!

Przestrzeń pracy i wyrażania

dzikajablon49

Za moich czasów (jak to brzmi…) przestrzenią ekspresji własnego „ja” była szyba drzwi własnego pokoju (jeśli się miało własny), na której mnożyły się naklejki, albo słomiana mata nad tapczanem, nakłuta zdjęciami, plakatami, wycinkami z młodzieżowych gazet. W moim przypadku jeszcze śpiewnik z tekstami piosenek i chwytami do gitary, który raz chciała mi ocenzurować babcia 🙂 A przestrzenią pracy (pozalekcyjnej) było – dość standardowo – biurko, zbyt mocno przecież unurzane w szkolnym kontekście.

Dziś więc o miejscu pracy i wyrażania. Czy Wasze dzieci mają własną przestrzeń, w której mogą tworzyć i eksperymentować? Jako stałe miejsce pracy Milo obrała sobie duży pokój i zaanektowała prawie połowę wielkiego stołu (do pracy i do jedzenia, to zależy). To jej biuro. Stół dotyka parapetu, więc i połowa parapetu należy do niej. Gazetki, kolorowe papiery, tuzin pudełek z narzędziami do tworzenia, podkładka – by stół jeszcze pożył dłużej, jednak. Jej pokój jest głównie terenem zabawy. Natomiast fascynuje mnie to, że często miejscem pracy Milo staje się to akurat, gdzie przebywa człowiek. Jeśli mam robotę w kuchni, Milo ciągnie swój dobytek i rozkłada się na kuchennym stole. Nasze przestrzenie pracy się wówczas pokrywają. Łazienka za to ma niezmienny status laboratorium i służy eksperymentom, szczególnie związanym z wodą.

To taka moja refleksja, że warto podchodzić do sprawy elastycznie, udostępniać dziecku różne miejsca zależnie od potrzeb. Ale ważną rolę spełnia jednak stałe miejsce w domu, które może użytkować bez względu na wszystko i czuć się jak u siebie. Wystarczy na początku odpowiednio je zorganizować i zabezpieczyć (tym samym zminimalizować nasze lęki o podłogę, ściany czy politurę), a kiedy dziecko w danej chwili najdzie ochota, by tworzyć, bez wielkich przygotowań i pomocy dorosłego będzie mogło pracować samodzielnie. Zgódźmy się też na przestrzeń większego formatu – można udostępnić na stałe jedną ścianę na bazgroły albo pomalować fragment farbą tablicową. Mój postulat więc to: samodzielność, wolność i poczucie bezpieczeństwa w miejscu pracy 🙂

Czysta ekspresja

dzikajablon47

Relacja z kolejnych piątkowych warsztatów w przedszkolu ZdrowoJeż. Malowanie na tkaninie, negocjowanie przestrzeni na wspólnym terenie, poszanowanie pracy drugiej osoby, a także doznania sensualne – konsystencja i temperatura farby, faktura materiału. Akcent na proces twórczy i eksperyment. Malowanie pędzlami o zróżnicowanej grubości (największe wzięcie mają te szerokie, bo pozwalają na rozmach), wałkami, stemplami oraz rękami i stopami. Jedni w zapamiętaniu malują sobie ręce, inni z pasją mieszają kolory, niektórzy kląskają stopami w rozlanej farbie i lądują na pupie ze śmiechem. Zaskoczenie, że można inaczej i więcej niż przy stoliku na kartce A4. No i brudzenie dozwolone, a nawet mile widziane 🙂

dzikajablon46

dzikajablon41

dzikajablon43

dzikajablon44

dzikajablon45

Tektura przeciw inwazji plastiku

dzikajablon39

Wczoraj wieczorem, po kilku godzinach konstruowania tekturowego piętrowego domu z poddaszem (dla koni), gdy już tylko nos wystawał spod kołdry, usłyszałam: Mamo, jak to dobrze zrobić coś samemu… A nie tylko te domki ze sklepu. Radość – ziarno zostało zasiane… 🙂
A dla was przekonywanie dziecka, że tektura (czy inne materiały) i własna robota jest super, też bywa czasochłonne?
Walka przeciw globalnej inwazji plastiku trwa!

Abstrakcyjnie

dzikajablon21

Fajnie jest czasem nie odnosić się do natury i figuracji, nie wymyślać zadań, nie kalkulować, nie dumać nad tematem, tylko chwycić to, co jest akurat pod ręką (np. waciki kosmetyczne, papierowy talerzyk na przyjęcie, skrawki materiałów, kolorowy papier), pociąć i rzucić na stół. Po prostu bawić się kształtami i fakturami. Milo pracowała lekko, bez namysłu, w skupieniu. Abstrakcyjnie 🙂