Układanki z pianki cz. I

dzikajablon595-0

Nie mamy całej wanny zabawek do kąpieli. Od niemal dwóch i pół roku towarzyszy nam pewna wesoła ekipa zwierząt, która – jak na kraj pochodzenia – i tak wykazała się mocną kondycją w dziedzinie przetrwania. Od dość dawna towarzyszyły nam też piankowe kształty – gotowce! Trochę wyblakły, trochę się znudziły. Tym większy był mój szok z tak banalnego powodu, jakim okazała się możliwość własnoręcznego stworzenia kompletu dowolnych kształtów do wodnej zabawy 🙂

Zdziwienie moje zawdzięczam pewnej mamie tworzącej bloga Tulmnie.pl, której pomysł uświadomił mi, że wystarczy zakupić w Empiku komplet kolorowych pianek (20 arkuszy) za ok. 20 zł i… zabawa gotowa! Codziennie więc powstają nowe kształty, ręce się ćwiczą w cięciu, a wyobraźnia w wymyślaniu nie tylko piankowych układanek, ale także improwizowanych historii, opowiadanych w wannie niewiarygodnych losach bohaterów z pianki, np. Człowieka-Ptaka i Uciekającej Dziewczyny 🙂

Wspominam o tej zabawie z kilku powodów. Jest banalnie prosta i fajna. Nadaje się dla dzieci w przedziale wiekowym od najmłodszych, które w wanie są w stanie usiedzieć bądź ustać i wejść w interakcję, do ciekawskich przedszkolaków, które chcą same wszystkiego własnymi rękami spróbować. Materiał jest niedrogi, a zawartość z pewnością wystarczy na dłużej. Układanie można (w przypadku mówiących gaduł) łączyć z opowiadaniem historii, tyle że jak na wieczorną kąpiel, ostatnia aktywność dnia nie będzie wyciszająca, bo czekają Was wybuchy śmiechu i radości!

Wspominam o niej także dlatego, że córka zainspirowała mnie do rozwinięcia tej zabawy… Mam pomysł. Wypatrujcie więc drugiej części, w której powieje i sztuką współczesną i starożytnością… A przede wszystkim dobrą zabawą 🙂

dzikajablon595

dzikajablon595d
dzikajablon595c

dzikajablon595h

dzikajablon595e

dzikajablon595a

dzikajablon595f

dzikajablon595b

dzikajablon595g  dzikajablon595i

Zabawy słowami

dzikajablon16

Praktycznie codziennie wygłupiamy się ze słowami, ich brzmieniem i znaczeniami. Milo uwielbia gimnastykować język i chętnie podejmuje różne lingwistyczne tropy. A czasem to my podążamy za nią. Zwykłe rymowanki (tu sprawdza się zasada, że im bardziej bez sensu, tym zabawniejsze) świetnie rozwijają kreatywność dziecka, a także wyklaskiwanki rytmów i sylab, wspólne klaskanie, tupanie i inne hałasy idące w parze ze słowami wypowiadanymi na głos piszczącym lub grzmiącym tonem. Z młodszymi można ćwiczyć proste wyrazy dźwiękonaśladowcze (np. pamparampam, trututu, bambambam, szaszasza, etc., czy inne, charakterystyczne w umuzykalnianiu metodą Gordona).

Słowne akrobacje i rytmiczanki nie tylko wpływają na zdolności językowe i muzyczne, ale rozwijają w dziecku poczucie humoru i dystansu. Przydaje się ta właściwość w cięższych bojach i sytuacjach konfliktowych – dziecko zaprawione w zabawach słowem jest bardziej skłonne rozwiązać daną trudność za pomocą żartów i… mina rozbrojona. Można się razem pośmiać 🙂

U nas do kanonu weszły „gry tożsamościowe”, co polega na przyjmowaniu na krótszą (kilka minut czy godzin) lub dłuższą (do kilku tygodni) chwilę innej tożsamości, należącej do postaci z bajki lub kompletnie wymyślonej postaci. Nie wiem jak u Was, ale nasze mieszkanie jest „zaludnione” wyimaginowanymi postaciami. Kiedy Milo staje się kimś innym, należy się wówczas do niej zwracać np. mała czerwona wyścigówko, literko A, gadający psie, stworzenie, piękna istoto, Piotrusiu, mały koteczku. Czasami zapominam do kogo mówię…

Niezmiernie bawią mnie „rozmowy w poprzek”. Dwa przykłady:

  • – Chodź, położymy się spać do łóżeczka kochanego…
  • – Nie kochanego. Strasznego!
  • – Do cieplutkiego…
  • – Nie cieplutkiego. Zimnego!
  • – A może zwierzaki pobawią się w Stary niedźwiedź mocno śpi?
  • – Może pobawią się w Nowy niedźwiedź się obudził.

Domowe galerie

dzikajablon11

Chcę Was zachęcić do eksponowania prac Waszych dzieciaków w całym domu, o ile to możliwe 🙂 Oprócz tego, że to napawa je dumą, to sprawia, że bardziej się identyfikują ze swoją pracą i ją szanują, szczególnie gdy biorą aktywny udział w tworzeniu ekspozycji. Mają poczucie, że robią coś ważnego, że ich głos się liczy.

Nasze domowe galerie mają roboczy charakter i są dość nietrwałe. Prace czasami się nawarstwiają albo są zastępowane nowszymi. Niektóre wystawy są okresowe, np. związane ze świętami czy innymi specjalnymi okazjami. Potem znikają. U nas do mocowania sprawdza się papierowa taśma, ale być może patafix jest najlepszy, bo nie brudzi ścian i nie zrywa tynku 🙂 Wersja elegancka – można oprawić w kolorowe passe partout, ramy, antyramy, (byle nie z szybą – ze względów bezpieczeństwa lepsza będzie plexi). Jeśli im pozwolimy, maluchy mogą samodzielnie zarządzać swoją galerią prac. Montujemy sznurek wzdłuż ściany na całej jej długości i wysokości osiąganej przez małą rączkę. Prace można wieszać za pomocą klamerek/żabek do bielizny. Zabawa i satysfakcja gwarantowana.

dzikajablon9

dzikajablon10

dzikajablon8

Na koniec zupełnie rozbrajająca prośba mojej córki: „Mamo, chciałabym, żebyś kupiła mi prawdziwy mikrofon”. Odnalazłam ten wątek na jednej z jej prac. Marzenia 🙂

dzikajablon12

Patyczki na szczęście

dzikajablon2

Patyk wciąż znajduje u nas nowe wcielenia i zastosowania. Dziś o patyczkach. Tym razem zagościła paczka kolorowych gotowców. Zaś wersja dla cierpliwych lodożerców – kolekcjonować patyczki po lodach przez dłuższy czas i pomalować na różne kolory. Układanie. Budowanie. Muzykowanie. Sortowanie według kolorów, etc. Dużo, dużo radości 🙂

dzikajablon4

dzikajablon3

Sklep lodziarski

dzikajablon20

Pozwoliła! Pozwoliła! Tak Milo powitała otwarcie sezonu na lody, gdy w końcu dostała moją zgodę 🙂 I jej małą główkę natychmiast zaprzątnął dylemat czy wybrać te na patyku, w wafelku czy w pucharku. Ze sklepu czy własnej roboty? A może sorbety. Trudna decyzja…

Tymczasem przypomniała mi się jedna z naszych pierwszych papierowych zabaw – lody ze sklepu lodziarskiego. Najpierw papier i nożyczki, potem kolorowa folia samoprzylepna, a na koniec nanibna konsumpcja. Powyżej dość sfatygowane lody, niestety tknięte zębem czasu 🙂