Obrazy w pracowni malarskiej

dzika-jablon670

Ostatnio słyszę coraz częściej: Mamo, ja raczej nie będę malarką, tylko projektantką ubrań! Nie przeszkadza jednak ta zmiana planów życiowych w wizycie w pracowni malarskiej i malowaniu obrazów na sztaludze, w prawdziwej scenerii…

No właśnie, ta autentyczność miejsca, z całą otoczką, sprzętem, brudem i atmosferą… Taka przygoda to wielkie przeżycie. Do dziś pamiętam wycieczki do „dziwnych” miejsc w dzieciństwie, dziwnych, bo innych od wszystkich, które znałam i odwiedzałam na co dzień, które wydawały się trochę tajemnicze i zarazem fascynujące. Panował w nich inny porządek, ze świata dorosłych, przestrzeń nie naruszana przez dzieci z wyjątkiem tych rzadkich chwil jak wizyta w miejscu pracy rodziców… Mam wrażenie, że do dziś pamiętam niektóre zapachy, np. sypkiego gipsu czy gorącego wosku, a pamięć utknęła kiedyś na jakimś szczególe, którego już nie zauważał żaden dorosły w swoim otoczeniu. Pamiętam też wielką tablicę na pół ściany, zapach wiecznie wilgotnego drewna, zadania specjalne dla mnie, jakieś naprędce wyciągnięte kartki, żebym się zajęła i porysowała. Uśmiechy, miłe, choć zdawkowe gesty i podzieloną uwagę. Obserwowałam, zwiedzałam, doświadczałam inności miejsca. Teraz czas na Milo!

A Wy mieliście takie miejsca na mapie dzieciństwa?

dzika-jablon670b

dzika-jablon670c

dzika-jablon670e

dzika-jablon670g

dzika-jablon670i

dzika-jablon670k

dzika-jablon6701

Lodowa planeta

dzikajablon639

Zaklinamy zimę. Wzywamy śnieg i lód. Więc nadal u nas lodowo, a przy okazji malarsko i kosmicznie 🙂 Jeśli macie ochotę na nieznaczny spadek temperatury w Waszym domu, docenicie niesamowite efekty tej prostej, pięknej zabawy (jak to ostatnio na tym blogu bywa – sensorycznej). Po raz kolejny zapraszam do malarskiego tańca na lodzie…

Dzień wcześniej zamrażamy wodę w misce lub głębokim talerzu (plastikowym). W dniu zabawy przygotowujemy zestaw do malowania: farby rozrobione z wodą – w kilku kolorach, kroplomierz oraz pędzle. Milo zaczęła działać na lodzie jeszcze w miseczce. Próby kolorów, mieszanie, płynniejsza obsługa kroplomierza, zabawa w tęczę. To było preludium!

dzikajablon639a

dzikajablon639c

dzikajablon639d

Parę minut później Milo wyłożyła bryłę lodu na blachę (tak się złożyło, że czarna jak odległe niebo, stąd nasze kosmiczne skojarzenia), by w ciągu pół godziny nie tylko stworzyć przepiękną planetę, ale także przypomnieć sobie przy okazji wiadomości z naszych wrześniowych warsztatów Dziecka na Warsztat Kosmiczny lot (planety skaliste i gazowe olbrzymy, ich odległość od Słońca i ekstremalnie niskie temperatury tych najdalej położonych) oraz poobserwować, z prawdziwą fascynacją, w miarę topnienia planety, wewnętrzną strukturę lodu. W zachwyt wprawiły ją drobniutkie spękania, tajemnicze linie, lodowe kreski jak zadrapania wewnątrz lodu, oraz uwięzione maleńkie bąbelki powietrza… Ten mikrokosmos domowej roboty okazał się być dla niej magicznym światem 🙂

Milo poruszała się lekko, w kolorach, czas leciał, wody przybywało, a dla mnie liczyło się jej doświadczanie, nie efekt końcowy.

dzikajablon639e

dzikajablon639f

dzikajablon639g

dzikajablon639h

dzikajablon639j

dzikajablon-planeta

Sztuka w domku fińskim

dzikajablon256

Zapraszacie dzieci do odkrywania sztuki współczesnej? Zachęcacie, by doświadczały wszystkimi zmysłami? Prowadzicie w miejsca, gdzie można wszystkiego dotknąć? Dziś znaleźliśmy się w wyjątkowej scenerii, na wystawie zapraszającej małych i dorosłych odbiorców do interakcji. Z perspektywy mamy przedszkolaka stwierdzam, że tego typu wydarzeń – gdzie nikt z pilnujących nie gania za dzieckiem, burcząc, że nie można dotykać sztuki i za rodzicem, żeby lepiej pilnować potencjalnego szkodnika i destruktora – jest zbyt mało…

Mogę się tylko cieszyć, że artyści Rafał Dominik i Agata Wrońska uczynili doświadczanie treścią swojej wystawy, a obiekty i sytuacje przez nich zaaranżowane naprawdę inspirowały do tego, by uaktywnić wszystkie zmysły. Najmłodszym gościom nie trzeba było tego tłumaczyć, ani tym bardziej specjalnie ich zachęcać 🙂 Dzieciaki od razu wkręciły się w sensoryczne ćwiczenia – szczególnym zainteresowaniem cieszyły się dwa tajemnicze otwory w ziemi do zanurzania dłoni… i rura biegnąca wzdłuż pnia świerku wysoko, wysoko. Przykładając ucho do tej magicznej „słuchawki”, można było połączyć się ze światem dźwięków tętniących ponad naszymi głowami i usłyszeć szelesty, szumy czy delikatne stukoty igieł poruszanych wiatrem na czubku drzewa. Niektóre interwencje przypominały więc działanie sensorycznych pudełek, inne wabiły zapachem lub kusiły, by spróbować smaków. Dla zmęczonych upałem i steranych życiem – meble wypoczynkowe umożliwiające przyjęcie nietypowych pozycji, poza codzienną rutyną… Hm. Coś mi się wydaje, że niektóre z tych doświadczeń można spokojnie zorganizować w domowych warunkach. Cenna inspiracja!

dzikajablon257

dzikajablon258

dzikajablon259

dzikajablon260

dzikajablon261

dzikajablon262

dzikajablon263

dzikajablon264

dzikajablon265

dzikajablon266

dzikajablon268