Piankowa zamieć w łazience

dzikajablon640

Błyskawiczna akcja, zanim się obejrzałam za siebie i zmieniłam w słup soli jak pewna biblijna dama, choć nie dlatego, że mi było żal, a raczej, bo nie miałam akurat ochoty rzucać się na kafelki i ratować łazienkę, która wyglądała, jakby przeszła przez nią zamieć i huragan w jednym… Z klęsk jeszcze tylko potopu brakowało…, ale pozbierałam się, wróciły mi siły, bo takie rozgrzewające słowa poruszyły mnie mimo wszystko: Mamo, doświadczyłam nowego…!

Jak wiecie, TO tłumaczy wszystko 🙂

W skrócie: pianka do golenia (lekko zabarwiłyśmy ją na szaro-fioletowo, a następnym razem – jeśli nastąpi – skusimy się na brokat), dodatki według uznania (tym razem nie było spójnej koncepcji) i – spontanicznie – szczotki, pędzle, a nawet patyczki do uszu. Dość obrzydliwa breja, moim zdaniem, ale Milo była zachwycona. Formowała miękkie zaspy, przez które przerzucała mostki z patyczków i bagniste drogi, które brukowała kocimi łbami z kolorowych nakrętek. Największa frajda jednak ukryła się w możliwości malowania pianką, potraktowania jej jak farby o dość nieprzewidywalnej konsystencji. Dlatego też szczotki i pędzle (oraz dłonie) najlepiej, co oczywiste, sprawdziły się na ścianie! Kafelki same się o to prosiły… Ale co tam. Liczy się ekspresja 🙂

dzikajablon640g

dzikajablon640c

dzikajablon640d

dzikajablon640b

dzikajablon640e

Konstrukcja w procesie

dzikajablon75

Dziś o tym, że warto odrzucać własne stereotypowe oczekiwania co do efektu pracy dziecka oparte wyłącznie na estetyce. Jeśli rodzic pozwoli sobie na taką otwartość, stanie się czujniejszy w wyłapywaniu takich aktywności dziecka, które w swej istocie są twórcze, a nie mieszczą się w szufladce „estetyczne” czy „ładne”.  Do takich klasyfikacji – a co za tym idzie – oczekiwań, jesteśmy niestety przyzwyczajani od początku, a kultura masowa jeszcze je w nas wzmacnia.

Moja propozycja na jeden dzień (i do końca świata) jest więc taka: nie oczekujmy od naszych dzieci, że efekt ich pracy twórczej będzie estetyczny, że malunki będą ładne, odtąd dotąd i wszystko jak należy (jak trawa to zielona, a przecież słońce jest żółte, dlaczego namalowałeś czerwone niebo? itd.). Odrzućmy pojęcia i naszą wiedzę. Dajmy spokój po prostu. Nie oczekujmy niczego poza dobrą zabawą. I zostawmy dzieci w spokoju – nie psujmy im zabawy swoimi dorosłymi, poukładanymi sugestiami. Nic tak bardzo nie osłabia intensywności przeżycia, bezpośredniego doświadczania jak oczekiwania na temat rezultatu. Bądźmy tu i teraz, nie w przyszłości!

Pokazuję przykład zabawy w malowanie (czegokolwiek, bo temat był jedynie pretekstem, który i tak zagubił się po drodze). Można powiedzieć: Ale brzydkie, takie smutne, bure maziaje. Dlaczego to dziecko nie zrobiło czegoś ładnego? Ano tak. Jak się zmiesza wszystkie kolory (stara to prawda), to wyjdzie szaro-brązowy buras 🙂 Milo akurat zachwyciła się możliwością brania farby we własne ręce, wywalała wszystko z pojemników i zawzięcie mieszała. Liczyło się jej przeżycie, a nie efekt. Sami rozumiecie, nie? 🙂

dzikajablon76 dzikajablon77 dzikajablon78 dzikajablon79

Efekt końcowy, który aż tak bardzo się nie liczy 🙂

dzikajablon80