Obrazy w pracowni malarskiej

dzika-jablon670

Ostatnio słyszę coraz częściej: Mamo, ja raczej nie będę malarką, tylko projektantką ubrań! Nie przeszkadza jednak ta zmiana planów życiowych w wizycie w pracowni malarskiej i malowaniu obrazów na sztaludze, w prawdziwej scenerii…

No właśnie, ta autentyczność miejsca, z całą otoczką, sprzętem, brudem i atmosferą… Taka przygoda to wielkie przeżycie. Do dziś pamiętam wycieczki do „dziwnych” miejsc w dzieciństwie, dziwnych, bo innych od wszystkich, które znałam i odwiedzałam na co dzień, które wydawały się trochę tajemnicze i zarazem fascynujące. Panował w nich inny porządek, ze świata dorosłych, przestrzeń nie naruszana przez dzieci z wyjątkiem tych rzadkich chwil jak wizyta w miejscu pracy rodziców… Mam wrażenie, że do dziś pamiętam niektóre zapachy, np. sypkiego gipsu czy gorącego wosku, a pamięć utknęła kiedyś na jakimś szczególe, którego już nie zauważał żaden dorosły w swoim otoczeniu. Pamiętam też wielką tablicę na pół ściany, zapach wiecznie wilgotnego drewna, zadania specjalne dla mnie, jakieś naprędce wyciągnięte kartki, żebym się zajęła i porysowała. Uśmiechy, miłe, choć zdawkowe gesty i podzieloną uwagę. Obserwowałam, zwiedzałam, doświadczałam inności miejsca. Teraz czas na Milo!

A Wy mieliście takie miejsca na mapie dzieciństwa?

dzika-jablon670b

dzika-jablon670c

dzika-jablon670e

dzika-jablon670g

dzika-jablon670i

dzika-jablon670k

dzika-jablon6701